środa, 13 marca 2013

XI.Come home



                W krótkim czasie dobiegłam do muru. Lekko dysząc oparłam się o niego rękami. Musiałam opanować łzy i drżenie.
Zwinnie pokonałam granicie, po trzydziestu minutach dotarłam na miejsce. Byłam zdziwiona, że na około wioski postawiono drewnianą palisadę. Odkąd pamiętam była to niczym nie ograniczona przestrzeń. Podeszłam do bramy i uderzyłam dwa razy pięścią w drewno. Wrota otwarły się natychmiastowo, a w nich stanęło dwóch, rosłych mężczyzn z namalowanymi na ciele barwami wojowników. Przeszywali mnie wrogim spojrzeniem.
-Kim jesteś?
-Lou córka waszych przywódców.- Spojrzeli po sobie. Przyłożyli pięść do serca i zasalutowali.- Prowadźcie do mego ojca.
-Tak jest.- Jeden z nich skłonił się i ruszył przede mną. Weszliśmy do środka, a na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Wokoło biegały dzieci, było słychać śmiech i dźwięk fujarki. Zaczęliśmy wspinać się po drewnianych schodach otaczających w około pień drzewa. Weszliśmy na samą górę. Z ‘’balkonu” rozpościerał się piękny widok na koronę lasu. Patrzyłam w dal, gdzieś tam jesteś i czekasz… Nagle ktoś się na mnie rzucił od tyłu.
-Lou?! Nie wieżę, że żyjesz, że wróciłaś! Jejku jak się cieszę!- Na jej jak i mojej twarzy widniał uśmiech od ucha do ucha.
-Ja też Leah! Cały czas bałam się, że może i ciebie zabrali. Mniejsza o to, co się tu działo kiedy mnie nie było?
-Twój ojciec niemal wprowadził stan wojenny.- Wybuchłyśmy śmiechem.
-Czyżbym słyszał śmiech mojego hin*?
-Mój atar*!- Podbiegłam do niego i tak jak należało kucnęłam i ucałowałam go w dłoń, potem wpadliśmy sobie w ramiona. Zaraz za nim wyszła moja matka.
-Córko!- Od razu się przytuliłyśmy. Po naszych policzkach zaczęły płynąć łzy.- Myśleliśmy, że nie odzyskamy ciebie.
-Jestem mamo i nie mam zamiaru już nigdy więcej znikać. Nigdy, przyrzekam.- Opowiedziałam im wszystko. Co ludzie robią nam, po co nas porywają, gdy w końcu zaspokoiłam ich ciekawość wyrwałam się wraz z Leahą by opowiedzieć jej bardziej szczegółowo mój pobyt po drugiej stronie. Przechadzałyśmy się lasem, ja opowiadałam, a ona słuchała w skupieniu dorzucając co jakiś czas komentarz od siebie. Starałam się zachować spokój, gdy mówiłam o Drakeu, ale przyjaciółka dostrzegła niepokój na mojej twarzy.
-Kim tak naprawdę był Drake? Do czego między wami doszło?
-Ja… chyba… się… w nim zakochałam.- Wydukałam. Leah gapiła się na mnie z otwartą buzią.
-A on?
-Pomógł mi i tak jakoś wyszło! Nic na to nie poradzę, że się w sobie zakochaliśmy!- Łzy ponownie zagościły na moich policzkach.- Chciała bym, aby to mogło być prawdziwe. Nie mów moim rodzicom, nie pochwalili by tego.
-Jak uważasz, ale to i tak się wyda kiedy będą wybierać ci partnera.
-W tedy będę się tym martwić.
-Dobra koniec tych smutków. Pokażę ci co ostatnio odkryłam z Nayanem.
-Nayanem?- Uniosłam jedną brew do góry.
-To mój partner.
-Kochasz go?
-Tak, myślę, że nam się ułoży.
-Trzymam kciuki.- Zaczęłyśmy się śmiać. Przedzierałyśmy się przez dość gęste krzaki. Po kilkunastu minutach dotarłyśmy nad rzekę z wodospadem. Spojrzałam na koleżankę pytająco, bo o tym miejscu wie chyba każdy. Ona tylko pociągnęła mnie za rękę, ocierając się o chłodną i wilgotną ścianę przeszłyśmy za wodospad. Znalazłyśmy się w dużej jaskini, w której słońce odbite od wody tworzyło barwną mozaikę kolorów. Widok zapierał dech w piersi.
-Pięknie.- Echo poniosło mój głos w głąb groty.
-No. Zobacz to.- Weszłyśmy troszkę dalej. Wskazała ścianę, na której były namalowane dziwne wzory, odciski dłoni, ognisko i tańczących przy nim ludzi. Dalej malowidła przedstawiały chyba jakiś rytuał. Dwie osoby, jedna z nich zabijała tą drugą, później ona powstaje z martwych.
-Dziwne.- Szepnęłam bardziej do siebie.
-I przerażające. Jak byś poszła głębiej to masz ciąg dalszy tego tylko przedstawione krwią.
-Wracajmy do domu.
-Okej.- Po drodze moje myśli zaprzątała cały czas ściana z jaskini. Byłam bardzo ciekawa co one przedstawiają oraz co oznaczają. O nie, nie na pewno tak tego nie zostawię. Jeśli to tam jest to znaczy, że nie bez powodu. Oby coś w księgach ojca było na ten temat.
Na cześć mojego powrotu zorganizowano biesiadę, miej więcej wygląda to tak, że rozpala się ogromne ognisko, zwołuje całe plemię, przygotowuje ucztę i biesiaduje. Tańce, śpiewy, historie dziadków i tym podobne. Panuje naprawdę prze miła atmosfera. Leah wielokrotnie pytała czy się trzymam, taa chyba brzytwy. Nagle dostałam kuksańca w bok.
-Co?!
-Spójrz na prawo.
-O co ci chodzi?
-Między drzewami w oddali.- Zachichotała.- Patrzy na ciebie cały czas.
-To przecież Abhay (czyt. Abaj)! Nasz najlepszy wojownik.
-Noo!- Przewróciłam oczami. Może i był przystojny i dobrze zbudowany, ale nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa. Myśli, że jest najlepszy i, że każda z chęcią się z nim zwiążę, o przepraszam, myśli, że JA się z nim zwiążę. Może się wypchać. Udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się w nasz, ludowy strój, to znaczy w dość skąpy skórzany ubiór, za pas wsunęłam nóż. Przebrana przeszłam do biblioteki ojca. Pachniało w niej starymi książkami. Zaczęłam szukać czegoś o ludowych podaniach, historii, zgarnęłam nawet książkę pod tytułem „Magia” oraz coś na po dobę słownika. Zauważyłam na biurku latarkę! Nie no nie wierzę! No cóż bynajmniej mi się przyda. Wymknęłam się tak by nikt mnie nie zauważył. Gdy byłam już na dole niespodziewanie ktoś przygwoździł mnie do drzewa. Przyjrzałam się dokładniej twarzy oprawcy, lepiej trafić nie mogłam.
-Abhay?
-Dokąd to?
-Raczej nie twoja sprawa.- Warknęłam. Naparł na mnie mocniej tak, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Wiedziałam do czego zmierza.
-Nigdzie nie pójdziesz.
-Widzę, że twoje maniery podupadły.- Jednym gwałtownym ruchem wyrwałam mu się i powaliłam go na ziemię. Dzięki tato, że uczyłeś mnie walczyć. Pochyliłam się nad nim kładąc jedną dłoń z pazurami na jego klatce piersiowej, delikatnie wbiłam je w niego. Na twarzy wojownika pojawił się grymas.- Chyba zapomniałeś do kogo się zwracasz. Jeszcze raz, a pożałujesz.- Syknęłam przez zęby. Zeszłam z niego i w pośpiechu zniknęłam w lesie. Gdy upewniłam się, że nikt mnie nie śledzi weszłam do jaskini. Mimo iż wyostrzyłam wzrok musiałam zapalić latarkę. Usiadłam na ziemi i zaczęłam studiować księgi, zapowiada się długa oraz nudna noc. 

++++++++++++++
Z ojczystego języka kotołaków:
*hin – dziecko
*atar - ojciec
 +++++++++++++

Hejka!!!!

No więc muszę się pochwalić, że mam ponad 2.820 wejść na bloga ! :D Ah ah z tej okazji zrobię mały konkursik. Każdy może wziąć w nim udział (błagam bierzcie). Polegać on będzie na tym, że musicie  napisać krótkie opowiadanie, wpis do pamiętnika bądź list do znajomego jak byś była/był tuż po przemianie w wampira. Musisz opisać swoje emocje z tym związane, czy tego chciałeś czy nie, kto cię przemienił itp itd. Nie stawiam na długość, więc tym się nie przejmujcie! No i jeszcze odp na parę pytań:
-Nazwa trzeciego tomu Pamiętników Wampirów to...
-Czyją dziewczyną jest Nina Dobrev?
-Inny serial fantasy Kevina Wiliamsona? (chodzi o ten co nei jest aktualnie kontynuowany)
Nagroda: Promowanie przez trzy miesiące bloga na moich wszystkich blogach. :)
Pracę przesyłajcie na mojego maila justa280497@gmail.com do 27 marca 
No to o konkursie tyle, proszę weźcie udział :) 
Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) 
Czekam na wasze opinie. Z góry przepraszam za błędy!
Pozdrawiam i do napsania kochani moi ;*** <3
 

czwartek, 7 marca 2013

środa, 6 marca 2013

X.Nie jestem gotów by pozwolić temu odejść



                Przechadzałam się dumnie pustymi ulicami śpiącego miasta. Nie miałam powodu by się ukrywać, ktokolwiek mnie zobaczy czmychnie gdzie pieprz rośnie, a jeśli nie to będzie miał pecha. Nie chciałam iść do NIEGO, ale coś w środku kierowało mnie w kierunku jego domu. Szczerze to brakowało mi wspólnych korepetycji, spacerów, jego szarych oczu, ale to mnie zbyt boli, rana jest jeszcze zbyt świeża. Ah jaka ja byłam naiwna, myślałam, że mogę być szczęśliwa z człowiekiem.
Szłam rozmyślając o wielu rzeczach, aż nagle usłyszałam jadący samochód. Zatrzymałam się i odwróciłam. Auto zatrzymało się i wysiadł z niego nie kto inny jak Drake. Miał w ręku strzelbę z dziwnymi strzałkami. Zaczął podchodzić bliżej, cofnęłam się i mruknęłam ostrzegawczo.
-Lou rozumiem, że jesteś wściekła, rozgoryczona i tak dalej, ale to co zrobiłaś w szkole to przegięcie! Co oni ci zrobili?!- A co ja wam zrobiłam?! Dodałam w myślach.- Musisz się opamiętać. Chodź ze mną, proszę.- Prychnęłam, odwróciłam się i zaczęłam odchodzić w tedy usłyszałam wystrzał i ukłucie na udzie. Odwróciłam się do niego przodem, chciałam podejść, ale nie miałam siły. Padłam na ziemię. Straciłam przytomność.
                Powoli podniosłam ciążące mi powieki. Promienie słońca mocno raziły w oczy. Leżałam w łóżku w ludzkiej postaci. Po chwili wróciły do mnie wspomnienia minionego dnia. Zauważyłam, że miałam na sobie tylko czyjąś koszulę, poprawka koszulę Drakea. Przeciągnęłam się, a do pokoju wszedł Weid z ubraniami w ręku.
-Przywiozłem ci jakieś ubrania. Jak się ubierzesz to będziesz mogła coś zjeść.- Powiedział obojętnym tonem. Pokiwałam głową. Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Po porannej toalecie poszłam do kuchni. Usiadłam przy stole i wpatrywałam się w plecy Drakea siedzącego przed telewizorem.
-Nic nie powiesz?- Strasznie ciążyło mi to napięcie wiszące w powietrzu. Nie liczyło już się to, że mnie okłamał, po prostu nie chcę żeby postrzegał mnie jako potwora. Wyłączył urządzenie i usiadł naprzeciwko mnie.
-A co mam powiedzieć? Zabiłaś trzy osoby ot tak i jeden Bóg wie ile jeszcze byś ich zabiła gdyby nie policja i ja.
-Okej wiem, że nie postąpiłam dobrze…
-Czy ty siebie słyszysz?! Nie postąpiłaś dobrze?! Zabiłaś ludzi, którzy nic ci nie zrobili!
-W takim razie powiedz mi co ja wam zrobiłam, że zabraliście mnie z mojego środowiska?! Nie doszło by do tego wszystkiego gdybym była u siebie! Jak bym się wkurzyła to pobiegła bym do lasu i zabiła łosia!
-Więc chodziło ci o zemstę?
-Nie tylko. Taka jestem, nie mam zamiaru tego ukrywać…
-Lou nie jesteś bestią.
-Ale bestia jest częścią mnie. Każdy z nas ma swoje alter ego, czy ty nie rozumiesz, że ja w połowie jestem dzikim stworzeniem? Ja nigdy w pełni nie będę normalną dziewczyną. Mnie się nie da oswoić. To nie jest moje miejsce! Myślałam, że może przy tobie to przetrwam, że dam radę, ale się myliłam. Zaczynałam myśleć, że nie będę chciała wrócić bez ciebie, ale obojętnie co będzie mnie tu trzymać ja nie mogę tu być, ja musze wrócić. Dla twojego dobra, swojego i innych. Co jeśli straciła bym kontrolę przy tobie? Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła! Drake jeśli istnieje jakiś sposób żebym mogła stąd uciec znajdę go.
-Jest jeden.- Wpatrywałam się w niego tępo.- Jeśli tego tak bardzo chcesz zrobię to dla ciebie.
-Chcę.- szepnęłam.
-W takim razie chodź.- Powiedział smutno. Wstałam i poszłam za nim do salonu. Przesunął ławę, zwinął dywan. Naszym oczom ukazała się drewniana klapa z żelaznym uchwytem. Drake podniósł ją, zeszliśmy na dół. Pomieszczenie miało wiele stołów, dwie lodówki, szafki, komputery i inne dziwne rzeczy.- Kiedyś próbowałem swoich sił jako szalony naukowiec.
-Brzmi zachęcająco. Więc co do za sposób?
-Wszczepili ci micro chip dzięki, któremu mogą cię namierzyć. Jest to taka płynna substancja, która ogólnie zostaje w twoim ciele na zawsze, ale kiedyś badaliśmy jego specyficzne cechy i można powiedzieć, że znaleźliśmy ‘’antidotum’’ niwelujące go. Powinienem mieć odpowiednie składniki…- Zaczął szperać w lodówkach. Wyjął trzy buteleczki, w jednej było coś niebieskiego, w drugiej przezroczystego, a w trzeciej pomarańczowego. Następnie wyciągnął strzykawkę.
-Muszę pobrać ci krew by sprawdzić jakie jest stężenie micro chipu w twoim organizmie, wiesz nie chcę zrobić za słabego antidotum.
-Myhm.- Wyciągnęłam rękę do niego. Poczułam ukłucie.
                Siedzieliśmy w piwnicy gdzieś spół dnia, aż Drake stwierdził, że wszystko gotowe. Poprosiłam go żeby zawiózł mnie do Caroline. Musiałam ja przeprosić no i się pożegnać. Drake został w samochodzie czekając na mnie. Ruszyłam do internatu. Czułam na sobie złowrogie spojrzenia uczniów jak i nauczycieli. Zapukałam do jej drzwi. Otworzyła.
-Cześć.
-Oo Lou.
-Mogę na chwilę wejść.
-Tak.
-Chciałam cię przerosić za swoje zachowanie, nie powinnam tracić kontroli, ale to czasami silniejsze. Mam nadzieję, że zapamiętasz te dobre chwilę bo ja wracam do siebie. Drake znalazł sposób.
-Co?! Nie!- Zarzuciła swoje ręce na moją szyję.
-Nie płacz bo ja też się rozpłaczę. Będę tęsknić.
-Ja też.
-Żegnaj.
-Paa!- Pożegnania nie są łatwa, a czeka mnie jeszcze jedno dużo trudniejsze mimo wszystko. Wsiadłam do samochodu.
-Już?
-Tak. Jedź.- I ruszył. Przez całą drogę siedzieliśmy w ciszy. Nie mogłam uwierzyć, że wracam do domu. Po półgodzinnej jeździe dojechaliśmy do odpowiedniego kawałka lasu. Zatrzymaliśmy się.
-Daj rękę.- Posłusznie podałam mu ja. Zacisnęłam oczy, ponieważ ten zastrzyk nie był bezbolesny.- Musimy chwilę poczekać zanim zacznie działać. Wyciągnął jakieś nieduże urządzenie i wcisnął przycisk.- Nie wyłapuje cię już. Jesteś bezpieczna.- Pokiwałam głową, wysiedliśmy. Patrzyłam w głąb lasu gdzie cienie drzew tańczyły na słońcu. Zawiał wiatr, niby nic, ale nam niesie wiele. Usłyszałam głosy mojego plemienia, śpiewy, śmiech. Mój dom mnie wzywa. Podeszłam do Drakea.
-Drake.
-Nie chcę żebyś odchodziła.
-Muszę, chcę.- W jego oczach stanęły łzy. Pocałowałam go. Po moich jak i jego policzkach spływały łzy.- Szkoda, że to tak się musi skończyć.
-Lou… Kocham cię.
-Wiem, ja ciebie też.
-Proszę…
-Nie utrudniaj mi tego. Zamknij oczy.- Zrobił  to.- Żegnaj szarooki.- Przytuliłam go ostatni raz i powoli puszczając jego dłoń odeszłam. Płacząc pościłam się biegiem w kierunku domu. Słyszałam w oddali jego krzyk…

+++++++++++++++++

Hejka kochani !

Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale chora jestem, lenia złapałam i tka jakoś wyszło...
O rozdziale nic nie będę mówić wy tu jesteście od oceniania ;) 
Mam tylko nadzieję, że może być i że nie ma dużo błędów...

Dziękuję za każdy komentarz ! 

Pozdrawiam i do napisania ;**

wtorek, 5 marca 2013

I'm fan number one!

I’m fan number one to konkurs wymyślony przeze Olę Skoczylas. Ma on na celu sprawdzić , co wiesz o „Pamiętnikach Wampirów.

Postanowiłam wziąć w nim udział :D

Więcej informacji na http://pamietnikdamona.blogspot.com/   (blog oli)

Przepraszam, że nie ma rozdziałów, ale nie mam czasu i chora jestem, ale przyrzekam, że dziś lub jutro się pojawią :)
Pozdrawiam i do napisania ;*

czwartek, 28 lutego 2013

IX.W sercu zła. W duszy zła.



                Sama nie wiem jak długo siedziałam między drzewami. Zaczynało się ściemniać. Obłędem było by dłuższe siedzenie tutaj. Za nic w świecie jednak nie chciałam wracać do cywilizacji, do ciągłej nienawiści i niezrozumienia. Tak bardzo chciałam wrócić do mojego mbaar*. Z gniewem poderwałam się na nogi. Spojrzałam w ciemny gąszcz. Przymknęłam powieki, zaciągnęłam się powietrzem i poczułam magię tego miejsca, jego całą moc i potęgę, a przede wszystkim wieź, której nigdy się nie pozbędę. Zrobiłam pierwszy krok w stronę wolności.
-Lou.- Nie spodziewanie usłyszałam damski głos za sobą. Nie odwróciłam się, dalej wpatrywałam się z tęsknotą w ciemność.- Nie odchodź.
-Nie zostanę tu Caroline. Ja tu nie wytrzymam.
-Ale Drake…- Odwróciłam się i w mgnieniu oka przyciskałam ją do drzewa trzymając za szyję.
-Ja nie należę do tego miejsca, a on nie należy do mojego! To jest nie możliwe! I nigdy nie będzie. Nigdy! Rozumiesz? Zresztą ja niechęcę, nie wytrzymam. To wszystko zabije mnie od środka! Wyżrę dziurę, której nikt nie załata! Nawet on!
-Uspokój się. Przerażasz mnie.- Zacisnęłam dłoń jeszcze mocniej.- To boli.
-Widzisz?! Jestem bestią! Nie mogę udawać kogoś kim nie jestem!- Wpadłam w furię, w huragan zmiennych uczuć. Puściłam ją na ziemię. Posłałam dzikie spojrzenie. Rzuciłam się biegiem w las.
-Lou!- Biegłam do póki wyczuwałam zapach ludzi. W końcu jednak przystanęłam. Zaczęłam krzyczeć, kopać ziemię i walić pięściami w drzewa. Byłam wściekła. Na siebie, na niego, na cały świat. Żeby nie zwariować musiałam to zamknąć gdzieś głęboko w sobie. Schować serce i duszę, swoje słabości by nikt ich nie dojrzał i nie zranił mnie. Bym nigdy nie stała się tym kim nigdy nie chciałam być.
Nieśpiesznie ściągnęłam z siebie ubranie. Spojrzałam w granatowe niebo, na którym unosił się srebrny sierp. Opuściłam wzrok, przekręciłam głowę na bok. Wsłuchałam się w dźwięki natury, wyobraziłam sobie siebie w drugim wcieleniu. Poczułam mrowienie skóry. Upadłam na kolana. Kości i mięśnie zaczęły zmieniać swoje położenie i kształt. Po chwili byłam już w ciele zwierzęcia. Wiedziałam, że w moich oczach płonie teraz ogień, czyste zło, żądza mordu, dawno nie zaspakajany głód. Gurth*. Rozciągnęłam mięśnie, ryknęłam głośno i puściłam się biegiem przed siebie. Ahh nie ma to jak nocny wiatr głaskający twoje futro.               

Oczami Drake
                Wiem, że zrobiłem źle, ale nie mam zamiaru odpuszczać. Ruszyłem do internatu mając nadzieję, że Lou wróci do niego na noc. Zresztą, to bez różnicy. Nie odejdę do póki mnie nie wysłucha. Na korytarzu wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
-Przepraszam… O pan Weid! Spadł mi pan z nieba!
-Co się stało?
-Lou. Ona zwariowała! Wpadła w szał, stała się agresywna! Wykrzykiwała przeróżne dziwaczne rzeczy! Potem zniknęła w lesie. Z nią naprawdę coś się stało. W jej oczach było coś dziwnego, jakby… Sama nie wiem…
-Chęć mordu?
-Dokładnie!
-Źle, źle, źle. Czekaj w pokoju. I za żadne skarby nie wchodź do lasu, ona jest teraz nieprzewidywalna.
-Ale…
-Nie ma żadnego „ale”. Znajdę ją.- Powiedziałem stanowczo i ruszyłem do domu. Wsiadłem do samochodu, odjechałem. Muszę ją szybko znaleźć, inaczej dla kogoś skończy się to źle.

Oczami Lou
                Mój wewnętrzny kompas, podsycany złością kierował mnie w kierunku szkoły. Kryjąc się za krzakami obserwowałam uważnie podwórze. Nie minęło pięć minut, a z budynku wyszło kilku chłopaków tych samych co zaczepili mnie na początku mojego pobytu tutaj. Zaczęłam podkradać się od tyłu do nich. Nagle jeden odwrócił się przodem do mnie.
-Chłopaki.- Wyjąkał. Reszta natychmiastowo zrobiła to co ich poprzednik. Dzieliło mnie od nich jakieś trzysta, czterysta metrów.  Ruszyłam truchtem na grupkę.- Radzę zwiewać, bo to chyba nie jest zwykła kicia z zoo. Spójrzcie na jej oczy.
-W nogi!- Krzyknął brunet. Przyspieszyłam, szybko pomniejszając dzielącą nas odległość. Gdy byłam odpowiednio blisko skoczyłam powalając ciemnowłosego na ziemię. Rozharatałam jego plecy ostrymi pazurami, kły zatopiłam w szyi. Jęknął. Z gardła trysnęła krew. Zostawiłam go umierającego i rzuciłam się na pozostałych. Niech czują się tak samo bezradni oraz przestraszeni jak ja się czułam. Zagryzając jednego z nich poczułam uderzenia na swoim ciele. Prychnęłam. Trzech chłopaków leżało już na ziemi, która w około nas była zbroczona szkarłatnym płynem. Blondyn, wyglądał na młodszego od pozostałych, wzywał pomoc. Ominęłam ciała. Szłam powoli w jego kierunku. Czułam zapach krwi, która działała na mnie jak czerwona płachta na byka. Zaczęłam go okrążać. Ni stąd ni zowąd przed szkołą pojawiła się policja. Zaczęli strzelać w powietrze, nie miałam z nimi szans. Odwróciłam się i uciekłam.  Przystanęłam dopiero głęboko w lesie. Sierść miałam sklejone krwią. Zaczęłam zlizywać ją z łap. Poczułam na języku metaliczny smak. Mruknęłam z zadowolenia, niech wiedzą, że ze mną nie ma żartów. Nie mam zamiaru być popychadłem, wyrzutkiem. Jestem tym kim jestem i nie będę tego ukrywać. Podniosłam swoje cielsko, ruszyłam przed siebie. Choć wyłączona część mnie wiedział dokąd zmierzam. 

**************
Z ojczystego języka kotołaków:
mbaar – dom
gurth - śmierć

 *************

Hejka kochani !!!

Zebrałam się w sobie i napisałam coś. Sorka, że tak późno i że tylko tutaj ale kurcze mam tyle nauki ;/ Przez weekend nie dodam rozdziałów bo będę u taty. 

 Dziwny jest ten rozdział, nie mówię, że zły ;) Hehe pewnie taki wyszedł bo słuchałam SEVEN DEVILS - FLORENCE AND THE MACHINE, zresztą możecie sobie włączyć do rozdziału. 

ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ SHINE Z BLOGA KRWIA-PISANE.BLOGSPOT.COM. Dziękuję ci za wszystko, za komentarze i za gg :D  Dużo wenki życzę na bloga !!! ;**

Mam nadzieję, że się podoba....
Pozdrawiam i do napisania ;***** 

sobota, 23 lutego 2013

VIII. Szare oczy.




Pisałam przy niej ten rozdział :)

                Przeraźliwy dźwięk budzika dopadł mnie i wyrwał ze snu. Kto nastawia te cholerne urządzenie w sobotę?! Oczywiście ja. Przeciągnęłam się w łóżku i włączyłam telewizor. Trafiłam akurat na jakiś kanał muzyczny. Po kilku minutach bezczynności wstałam. Podeszłam do niezasłoniętego okna i wyjrzałam na zewnątrz. Na niebie wisiały ciężkie, ciemne chmury, z których lał się deszcz. No proszę nawet pogoda ustosunkowała się do mojego nastroju. Zaczęłam rozmyślać o wczorajszych wydarzeniach. Z jednej strony mogłam pozwolić mu dojść do słowa, z drugiej obojętnie czy bał się mojej reakcji, czy obowiązywały go jakieś śluby milczenia mógł mi powiedzieć. Zrozumiała bym, chyba, ale bynajmniej nie było by to takie bolesne. Z zamyślenia wyrwało mnie energiczne pukanie do drzwi. Niech to będzie ktokolwiek tylko nie ON. Nie mam teraz sił na konfrontacje w cztery oczy. Otworzyłam drzwi i, o dziwo, ujrzałam w nich faceta z bukietem pięknych róż.
-Pani Lou Leal?
-Tak?
-Poczta kwiatowa, to dla pani. A i czy mogła by pani podpisać się o tu?
-Oczywiście.- Podpisałam papier i wzięłam kwiaty od mężczyzny. Między różami zauważyłam złożoną karteczkę. Odłożyłam bukiet i zabrałam się za czytanie…

Droga Lou.
Pewnie marnym argumentem będzie to iż nie mogłem ci powiedzieć? Już nawet widzę grymas na twojej pięknej twarzy.
Wybacz, że cie okłamałem. Nie chciałem. Wczoraj nie dałaś dojść mi do słowa, więc na tym marnym kawałku papieru błagam cię o spotkanie, żebym mógł ci wszystko wyjaśnić.
Daj znać jeśli będziesz gotowa na rozmowę, dziś, może jutro, a może za kilka lat.
Będę czekać.
Twój na zawsze D.

-Chciał byś.- Karteczkę rzuciłam w kąt, a kwiaty? No cóż, kwiaty w przypływie gniewu wyrzuciłam przez okno. Do łazienkowego śmietnika i tak by się nie zmieściły. Gdy trochę ochłonęłam po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
W pośpiechu ubrałam się i łapiąc liścik wybiegłam na korytarz. Moim celem jest pokój numer 215, który jest zamieszkany prze Caroline. Nie pukając wpadłam do środka. Wiem, że to mało kulturalne, ale jestem zdesperowana. Dziewczyna była jeszcze w pidżamie.
-Wybacz, że tak z rana, ale gdybym dłużej została u siebie zwariowała bym.
-Okej, nie ma problemu. Rozgość się. Widzę, że nie jesteś w najlepszym stanie, a ja wiem co na doła pomaga najbardziej.- Posłałam jej wdzięczny uśmiech. Caroline szybko się przebrała. Z lodówki wyciągnęła duże pudełko lodów, a do odtwarzacza DVD włożyła jakiś film, bodajże komedię. Rozsiadłyśmy się wygodnie na łóżku i zaczęłyśmy zajadać czekoladową pysznością.- No więc co cię tak z rana rozbiło?- Z kieszeni spodni wyciągnęłam karteczkę i wręczyłam ją koleżance.
-No no no….
-Były jeszcze kwiaty.
-…Niezły z niego romantyk.
-Ty mi lepiej powiedz co mam zrobić?
-Nie wiem, ale mogę powiedzieć tyle, że wydaje mi się iż zależy mu na tobie, ale to do ciebie należy decyzja. Może utrzyj mu nosa?
-Jak?
-Nie spotykaj się z nim na razie. Zobaczymy co jeszcze wymyśli by odzyskać ciebie oraz twoje zaufanie.
                Resztę soboty jak i całą niedzielę spędziłam z Caroline. W całym moim życiu nie zjadłam tyle słodkiego co przez te dwa dni. Byłyśmy również w kinie, w małej pizzerii, w której nie było ani jednej żywej duszy. Właściciel tak bardzo cieszył się na gości, że zabrał nas do kuchni i pokazał co i jak. Na koniec wybuchła wojna mączno – warzywno – mięsna no i na koniec nie obyło się bez sprzątania.
W innych wolnych chwilach usuwałam wszystkie, nowe wiadomości od Drake’a.
                Nastał poniedziałek. Słońce miejscami przebijało chmury. Mój nastrój natomiast przeszedł na kolejny poziom – odrętwienie. Od rana robiłam wszystko jak automat. Mózg odrzucał wszystkie bodźce i informacje, które zazwyczaj wywoływały we mnie emocje.
Spojrzałam na plan i z obojętnością stwierdziłam, że pierwszą, dzisiejszą godziną jest historia. Trudno, w końcu wiecznie nie dała bym rady go unikać. Nieśpiesznie powlokłam się do klasy i usiadłam w ławce. Po kilku minutach klasa była już zapełniona uczniami. Rozległ się dzwonek, a do klasy, ku zdziwieniu wszystkich, weszła kobieta. Na oko ma gdzieś trzydzieści lat. Była to pulchna blondynka.
-Witajcie. Nazywam się Rita Peterson i jestem waszą nową nauczycielką historii.
-Co się stało z panem Weidem?- Spytała się jakaś dziewczyna.
-Nie odszedł z pracy. Zamienił się ze mną tylko klasami. Uprzedzając wasze pytanie nie wiem z jakich powodów.-  Ja wiem, ja wiem prze zemnie.
Lekcje minęły szybko, to samo obiad. Podeszłam do swojej szafki wymienić książki. Na drzwiczkach przyklejona na taśmę była mała karteczka.

Stwierdziłem, że nie masz ochoty mnie widzieć nawet w szkole, więc zamieniłem się klasami, odejść nie mogę sama wiesz dla czego. Pewnie się powtórzę, ale co mi tam proszę spotka się ze mną. Czekam.                                                                                                                                                       D.
 
Uderzyłam z gniewem w szafkę tak, że odcisnął się na niej kształt mojej pięści. Czułam natrętne spojrzenia innych uczniów. Frustracja narastała we mnie z każdą chwilą coraz bardziej.
-Co się tak gapicie?!- Wrzasnęłam. Wszyscy od razu ruszyli do przodu nie zważając już na mnie. Mam serdecznie dosyć tego wszystkie. Wyszłam ze szkoły i niemal biegiem kierowałam się w stronę lasu, aż nagle wpadłam na kogoś.
-Lou?
-Drake.- Po prostu cudownie.
-Mogę…
-Nie teraz, jeszcze nie.- Odwróciłam się przodem do niego. Jego oczy wyrażały ogromy smutek, ach te jego pieprzone oczy! Położyłam dłoń na jego policzku.- Dobrze, że cię poznałam lecz źle, że pokochałam.- Wyszeptałam. Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem oddaliłam. Za sobą usłyszałam tylko ciche kocham cię. Z moich oczu ponownie zaczęły płynąć łzy. Gdy doszłam do lasu upadłam na kolana. W klatce piersiowej poczułam kujący ból. Oparłam się o drzewo. Płakałam na głos, sam nie wiem jak długo. Chciałam wypłakać ból, potworny, przeszywający, paraliżujący ból i obraz jego szarych oczu…

++++++++++++++++

I jest... Podoba mi się, jeden z tych rozdziałów, który ma w sobie to coś, że jestem z niego zadowolona. Oczywiście pewnie mogło być lepiej, ale nie ma co narzekać. Na pogodzenie się ich musicie jeszcze trochę poczekać, ale wrócą do siebie ;) 
Z góry przepraszam za błędy, ale jak się ma dodatkową cechę w postaci dysortografii to człek zawsze coś dziwnego wykreuje z wyrazu...
Mam nadzieję, że się podoba :) 
Pozdrawiam wszystkich i do napisania ;** <3